fot. Ilona Ptak

13 grudnia w progach budynku N Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, odbyło się spotkanie z biegaczem ekstremalnym Tomaszem Sobanią. W ramach zajęć z Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej – Warsztat pozyskiwania i tworzenia informacji, studenci mieli możliwość wysłuchać Tomka i zadać kilka ciekawych pytań.

Zacząłem biegać tylko dlatego, że kiedyś, kiedy jeździłem do liceum w Gliwicach, to za każdym razem, wszędzie wychodziłem za późno. I tak jest do tej pory. […] Ja z tego mojego małego Toszka [miasto w powiecie gliwickim, przyp. red.] dojeżdżałem codziennie do Gliwic i wychodząc spóźniony na pociąg, biegałem. Później zacząłem biegać nawet kiedy nie musiałem. Pamiętam, że zawsze czekałem na ten moment, jak wyjdę ze szkoły zaciągnę mocniej paski plecaka i zacznę biec. To był dla mnie taki synonim wolności. Biegnę, nic mnie nie ogranicza, o niczym nie muszę myśleć” – Tomasz Sobania

Tomek podczas spotkania opowiadał o spełnianiu marzeń, komplikacjach zdrowotnych, przekraczaniu własnych granic, pokonywaniu przeciwności losu, a także o taktyce krojenia salami i sławnych Robertach. Wspomniał o tym, że jego celebracją osiemnastych urodzin, było… przebiegnięcie 30 kilometrów. Rok później, przebiegł 70 kilometrów w dwa dni do Częstochowy.

Fot. Ilona Ptak

Było blisko to tego, że zaplanowany w 2018 roku bieg z rodzimych Gliwic do Santiago de Compostela, nie odbyłby się ze względu na stwierdzoną kontuzję. Jednak, dzięki nieugiętości i przekorności Tomka, bieg się odbył. Po tym wydarzeniu, Tomasz wrócił do Polski i napisał książkę o jego przygotowaniach do tej wyprawy.

Fot. Ilona Ptak

W 2019 roku postanowił przebiec całą Polskę. Przygotowywał się cały rok, trenując w sekcji lekkoatletycznej Piasta Gliwice. Jeździł na obozy, szukał sponsorów, zbierał sprzęt. Aż w końcu, 29 lipca 2019 roku wystartował z Zakopanego, biegnąc codziennie dystans maratonu, czyli 42 kilometry. Nie było łatwo, ale udało się dobiec do mety. Swoją wyprawę zakończył na Skwerze Kościuszki w Gdyni. Dzięki temu biegowi, udało się uzbierać łączną kwotę 30 tysięcy złotych dla Dominiki chorującej na nowotwór. Od tamtego momentu, co roku, zbiera pieniądze dla osób w potrzebie.

Fot. Ilona Ptak

W 2021 roku miał miejsce bieg do Rzymu. Tomek biegł przez Austrię, gdzie miał okazję (w za małej kurtce i różowym kasku) zwiedzić Wiedeń na motocyklu. W stolicy Słowenii spotkał się z polskim ambasadorem. Wbiegając do Włoch rozchorował się i nie mógł kontynuować trasy przez 3 dni. Ta mała komplikacja spowodowała to, że Tomasz, na odcinku od Wenecji do Rzymu, musiał biec dystans aż dwóch maratonów, czyli 84 kilometry! Dlaczego taki pośpiech? Chęć spotkania się z Papieżem Franciszkiem. Od godziny 3:45 rano, po 14,5 godzinach biegu (z kilkoma przerwami), udało mu się zakończyć swoją wyprawę na Placu Św. Piotra w Watykanie. Bieg ten miał na celu pomoc finansową dla Hani. Tomasz miał okazję rozmowy z Papieżem, wręczenia listu od dziewczynki i swojej koszulki (wypranej rzecz jasna). Co było potem?

Fot. Ilona Ptak

W 2022 roku zaplanował, że pobiegnie z Gliwic do Barcelony. Plan był następujący – 60 maratonów w 2 miesiące o łącznej długości 2,5 tysiąca kilometrów. Trudne warunki atmosferyczne utrudniały bieg. Jednakże, na przekór wszystkim myślom Tomek się nie poddał. Po drodze, udało mu się uczestniczyć w Oktoberfeście w Monachium. Następnym miastem na trasie do Barcelony był Paryż. Gdzie odpoczął 24 godziny, żeby już na drugi dzień wystartować w maratonie, który w tamtym czasie miał miejsce. Zmierzał na południe Francji. Po przekroczeniu granicy z Hiszpanią, zespół Tomka, jak i on sam, zostali okradzeni. Pod koniec listopada, po wycieńczającym fizycznie i psychicznie biegu, miało miejsce zakończenie wyprawy (dokładnie pod stadionem Camp Nou). Zwieńczeniem tej biegowej przygody było spotkanie oraz wspólny bieg po Barcelonie z Robertem Lewandowskim.

Nie zapomnę do końca życia momentu, jak biegnąc już którąś godzinę, zatrzymałem się, bo sznurówka mi się rozwiązała. W tych strugach deszczu, pochylam się nad nią, mam tak zimne palce, że nie potrafię jej zawiązać. Wkurzam się, że to wszystko musi być tak trudne. […] Czemu mi jeszcze musi lać na głowę, czemu jeszcze musi być tak zimno? Pamiętam, że gdy pochyliłem się nad tą sznurówką, to taki jakiś spokój mnie ogarnął i tak kompletnie na przekór tym wszystkim myślom, pojawiła się w głowie, jedna myśl, jedno zdanie – „ja i tak to zrobię”. Od tamtej pory, nie ważne co się działo, czy mnie coś bolało, czy byłem zmęczony, czy mi się nie chciało, czy byłem śpiący, czy były jakieś kontuzje i problemy, już nie użalałem się nad sobą, tylko mówiłem „ja i tak to zrobię” – Tomasz Sobania, opowiadając o biegu do Barcelony

Fot. Ilona Ptak
Fot. Ilona Ptak

19 marca 2023 roku pobiegł ze Stadionu Śląskiego w Chorzowie na maraton w Grecji, następnie do Aten, gdzie na stadionie Kalimarmaro [miejsce, w którym odbyły się pierwsze nowożytne Igrzyska Olimpijskie, przyp. red.] odebrał z rąk polskiego ambasadora wieniec laurowy. Następnie pobiegł z powrotem do Polski na ceremonię otwarcia Drużynowych Mistrzostw Europy w Lekkoatletyce, która została odwołana 2 minuty przed startem. Łączny dystans trasy wyniósł 3600 kilometrów.

Fot. Ilona Ptak
Fot. Ilona Ptak

Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Tomasz Sobania, z uśmiechem na ustach, wspomniał również o spotkaniu Roberta Makłowicza w lipcu tego roku. Swój „sezon biegowy” zakończył w czerwcu trasą spod Krakowa do Chorzowa. Ale to nie koniec jego kariery. Tomek ma już w planach kolejny bieg, o którym być może usłyszy cały świat…

Fot. Ilona Ptak

Poniżej znajdziecie pytania i odpowiedzi, które zostały zadane przez studentów Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej podczas spotkania z Tomaszem Sobanią.

Jakie emocje towarzyszą Panu podczas biegów?

Podczas biegów emocje są naprawdę różne. Wszystko zależy od mojego przygotowania i nastawienia. Co nie zmienia faktu, że jestem tylko człowiekiem i tak jak każdemu z nas, czasem jest mi ciężej, a nieraz lżej.

Tomku, jakie masz porady dla początkujących biegaczy?

Moją najważniejszą poradą jest to żeby nie chcieć za dużo naraz . Nie wziąć za dużo na głowę bo potem biorą się z tego różne problemy. To jest podstawa żeby cieszyć się tym bieganiem na początku, znaleźć w tym jakiś dobry powód żeby biegać , a nie to żeby pokazać całemu światu, żeby przebiec szybciej niż ktoś inny.

Jak wyglądała praca nad Twoimi książkami? Czy ktoś pomagał Ci je pisać? Czy miałeś kiedyś problem z brakiem weny?

Z weną jest tak jak z motywacją: raz jest raz, jej nie ma, ale trzeba robić swoje. Bywało tak, że nie miałem weny i ochoty, ale siadałem i pisałem, i to też było coś, co nauczyło mnie wytrwałości i pracowitości, kiedy zaczynałem pisać książki, w wieku 11 lat. […] Pierwszą moją książkę skończyłem pisać po 2 latach, jednak nie wyszła i wydałem ją dopiero po 6 latach. W każdym razie, nikt mi nie pomagał, robiłem to wszystko sam, trochę intuicyjnie. Czytałem różne książki i starałem się napisać to jak najlepiej. Potem, w końcu udało mi się znaleźć wydawnictwo, zebrać pieniądze i wydać książkę […]. Teraz mam już ludzi, którzy mi pomagają.

Chciałam zapytać o to twoje zdrowie psychiczne, ponieważ twoje życie wymaga bardzo silnej psychiki, a jak mówiłeś miałeś już kryzysy, nawet w tym roku. Jak dajesz radę w takich ciężkich sytuacjach? Jakie masz sposoby na to żeby sobie wtedy poradzić? 

Nie chodzę na terapię, ale są momenty, żebym mógł z niej skorzystać. Bardzo zahartowały mnie moje doświadczenia i ludzie, których spotykałem. Pomaga mi metoda krojenia salami  nie musisz radzić sobie z wszystkim naraz, tylko w częściach. Pomaga mi też muzyka. W tym roku słuchałem piosenki, która miała taki cytat: „Even if our hope is broken, we keep on”. Bardzo mi się on spodobał i dał mi siłę.

 

Od kogo dostajesz największe wsparcie?

Jest kilka takich osób od których otrzymuję wsparcie. Chociaż nie zawsze mogłem liczyć na ich pomoc. […] Teraz mnie już wspierają, ale długo im musiałem to udowadniać, no i powiem wam szczerze, że nie mam takiej osoby, która mnie jakoś tak bardzo wspierała w tym co ja robię, po prostu od zawsze byłem takim gościem, że potrafiłem sam siebie zmobilizować, zmotywować, że potrafiłem znaleźć tą determinację. Nie szukałem, też za bardzo tego, żeby ktoś mnie wspierał, klepał po plecach i tak dalej. […] Też po latach jest tych ludzi coraz więcej, ale to musicie też pamiętać, że na początku to wcale nie musi być tak, że każdy będzie wam kibicował. W każdym razie, kto jest moim największym wsparciem? Chyba moje marzenia są moim takim największym wsparciem i ja sam w jakimś sensie, może i to brzmi jakoś tak egoistycznie, ale no taka jest prawda wydaję mi się.

Skąd pomysł na to, żeby poprzez swoją pasję również pomagać innym?

Kiedyś […] pewna fundacja zaproponowała mi, że za każdy jeden przebięgnięty kilometr jest w stanie zapłacić 10 złotych. Pomyślałem sobie, super, bo  nic mnie to nie kosztuje, a pomogę. […] Spodobało mi się to, że po moim biegu zostanie coś dobrego […]. […] Jak dzisiaj sobie pomyślę, że uzbieraliśmy ćwierć miliona złotych na tych wszystkich zbiórkach i pomogliśmy innym […] to czuję, że było to po coś. […] Takie pomaganie jest po prostu fajne i satysfakcjonujące. Nie kosztuje mnie to dużo więcej niż sam bieg, a myślę, że jest to całkiem spójne – ja się męczę, ale jednocześnie robię coś dla kogoś […]. Ogólnie zamysł tych zbiórek jest taki, że wybieram ludzi, o których nikt inny pewnie by się nie dowiedział […]. W przyszłym roku będzie trochę inny plan, a mianowicie będzie to sztafeta dla osób z autyzmem i zaburzeniami neurorozwojowymi, ale takich co robią coś więcej. […] Chcemy to pokazać, ponieważ będzie to akcja podnoszenia świadomości, […] pomimo swoich problemów i zaburzeń, robią w swoim życiu coś więcej.

Tomasz Sobania odwiedził nie tylko budynek N, ale również studio AS Radia. Jeśli nie mieliście okazji zobaczyć Tomka na żywo, będziecie mieli szansę w najbliższym czasie usłyszeć podcast z jego udziałem.

Fot. Ilona Ptak
Fot. Ilona Ptak
Fot. Ilona Ptak
Fot. Ilona Ptak

1 thought on “Biegnąc po marzenia – spotkanie z Tomaszem Sobanią

Comments are closed.